Tajne / Poufne

Szatan mym pasterzem, nie brak mi Nietzschego

Hiszpanka

by Rafał Otoka-Frąckiwicz (minimal)

Wróciłem właśnie z pokazu Hiszpanki. W sumie nie wiem o czym był to film. Na bank nie o „hiszpance” bo ta pojawia się na ekranie raz, rzucona w rozmowie na początku dwugodzinnego seancu. Nie jest to tez film o powstaniu wielkopolskim bo to pojawia się w ostatnich 10 minutach filmu i za cholerę nie wiadomo po co?

hiszpanka

Jest to z pewnością film piękny audiowizualnie i tutaj zbliża sie do stylu który wypracowali sobie Jean-Pierre Jeunet i Wes Anderson. głowę dam, że Grand Budapest Hotel odcisnął niezwykle mocne piętno na reżyserze Hiszpanki i chciał powtórzyć kluczowe patent y tego filmu. Niestety zabrakło mu dowcipu i konsekwencji twórczej Andersona. Podam przykład z samego początku Hiszpanki który oddaje to co mam na myśli. Wystylizowany kolorystycznie i kompozycyjnie kadr przedstawiający klawiaturę fortepianu. nagle pojawiają się w nim palce Paderewskiego który zaczyna grac jakąś etiudę Szopena. I już zaczęło chwytać mnie za serce gdyby nie te palce. Palce grube niczym u chłopa pańszczyźnianego, niezgrabne gryzące się ze stylistyką obrazu. No Anderson z jego skrupulatnością dotyczącą każdego najmniejszego nawet szczegółu na ekranie to nie jest.

Nie robię z tego zarzutu do całości filmu bo od strony wizualnej jest on przepiękny. Wina za brak efektu końcowego leży po stronie reżysera który na przygotowany przez operatora obraz próbował nałożyć narrację rodem z Króla Ubu Szulkina. I tu znów poległ nie mając zaplecza w postaci poczucia humoru i tempa tego reżysera. Hiszpanka jest po prostu nudna i ciągnie się w nieskończoność zabijając znużeniem naprawdę świetne kreacje aktorskie.

W tym filmie jest kilka naprawdę dobrych scen. Opętanie Paderewskiego. Smagana po zgrabnym tyłku biczem, wyginająca sie w pałąk, półnaga Polonia nawołująca do powstania – na zdjęciu. Czy krótka kwestia Jana Peszka grającego bogatego przedsiębiorcę który proszony jest o pieniądze na… medium mające odgonić złe moce od kompozytora. „Skoro chcecie milion na medium to po co wam armata”.

Bo ,zapomniałbym dodać, że fabuła Hiszpanki opowiada o tym, jak dzięki czarom marom doszło do zwycięstwa powstania wielkopolskiego. No bo jak inaczej możliwy były taki „cud”. :) #takasytuacja

Brunona K. droga na szafot

by Rafał Otoka-Frąckiwicz (minimal)

Sprawa Brunona Kwietnia to jak dla mnie największy skandal ostatnich 25 lat. Wszystko wskazuje bowiem na to, że goście z ABW zamknęli Brunona za komplety frajer żeby wykazać że jednak coś robią i powstrzymać reformy służb. Dorobili do tego wyssaną z palce historyjkę która od pierwszego dnia nie trzymała się kupy. Co lepsza im dalej w las tym więcej coraz bardziej absurdalnych zarzutów które miast uwiarygodnić całą historię zamieniają ją w groteskową farsę.

bruno

Przypomnijmy sobie ciąg zdarzeń. Zaczęło sie od tego, ze Brunon założył grupę spiskową której wszystkimi członkami byli agenci ABW. Chłop miał planować wysadzenie sejmu w samobójczym ataku z użyciem kilku ton końskich odchodów po czym wstać jak gdyby nigdy nic i zarżnąć nożem Monikę Olejnik i Hannę Waltz-Gronkiewicz. Potem znaleziono u niego starą Nokie i kłębek drutu i okreslono te przedmioty jako niezwykle niebezpieczne urządzanie detonacyjne. Następnie poinformowano, że w czasie kiedy był pod stałą obserwacją ABW miał jakoby zabić swoją teściową, poćwiartowac je zwloki i ukryć w nieznanym miejscu. Dziś dowiadujemy się, że sejm chciał wysadzić nieistniejącą w naturze substancją, a na domiar złego śpiewał piosenki z reklam telewizyjnych.

Budowa magazynu trwała, ale poglądy Brunona Kwietnia zaczęły się radykalizować. Od 2011 r. powtarzał, że czas na rewolucję. Świadek kojarzy tę datę, bo było to zaraz po tym, jak w telewizji wyemitowano reklamę kawy, w której Che Guevara mówi do młodego Fidela Castro „czas na nową rewolucję”.

Coś mi mówi, że chłop żywy z pierdla nie wyjdzie. Zbyt wielu policjantów, oficerów służb, sędziów, prokuratorów, dziennikarzy i wszelkiej maści „autorytetów” zamieszanych jest w budowanie tej histori, żeby dopuścić do sytuacji że gość wyjdzie sobie na wolnośc i zacznie gadać jak naprawdę było.

Gdzie jesteś majorze P.?

by Rafał Otoka-Frąckiwicz (minimal)

Warszawski adres Gagarina róg Czerniakowskiej, słynny dziś za sprawą mieszącej sie pod nim knajpy „Sowa i Przyjaciele”, ma całkiem ciekawą historię.

slupska

W latach 30-ych nosiła nazwę „Sielanka” i spotykali sie w niej nożownicy, policjanci, prostytutki, złodzieje i lokalny proletariat. Małą wzmiankę o niej można znaleźć w „Boso, ale w ostrogach” Grzesiuka.

Przyszła i poszła wojna. Zaczął się komunizm. Część bywalców poszła do milicji, część do bezpieki, reszta wymarła w mniej, lub w bardziej naturalny sposób. Czasy świetności minęły bezpowrotnie i z roku na rok lokal zdobywał renomę, przy której przedwojenne harce wyglądały na spotkania klubu gentelmana. Imprezy, które miały tam miejsce najlepiej oddaje zdjęcie ilustrujące tę opowieść i piosenka „Zabawa w Sielance” z tekstem Agnieszki Osieckiej. Słowem mordownia.

Na początku lat 70-ych partyjni bonzowie przypomnieli sobie miejsce, z którego wyciągali swoich pijanych w sztok ojców i zapałali do niego niezwykłą miłością. Za ciężką kasę zbudowali ekskluzywny lokal, w którym odtwarzali scenki rodzajowe ze swego dzieciństwa. W środku odbywały się balangi możnych komunistycznego świata w trakcie których kuchnia nie nadążała z frykasami, które kosztowały tyle, że nikt z ulicy nie próbował nawet wejść do środka. Coś wam to przypomina?

No więc analogii z Sową i Przyjaciółmi jest więcej. Lokal został opleciony podsłuchami, a w jednym z mieszkań nad knajpą urządzono wypasione studio nagrań monitorujące wszelkie odbywające się w niej spotkania. A te były nie byle jakie. Wszystkie delegacje zagraniczne, w tym włoska, z którą negocjowano kontrakt z FSO, zapraszane były do Karczmy Słupskiej, jak nazwano przybytek po remoncie. Inną, mniej popularną nazwą byłą „Szpiegówka”, ale tą posługiwali się tylko nieliczni. W środku zaś grane były dziwki i wóda, a nagrania z harców stanowiły doskonały materiał do zmiękczania kontrahentów. Złote czasy ery poprzedzającej Jaruzelskiego, który jak wiadomo żył jak zakonnik, nie pił, nie ciupciał i ukrócił wszystkie frywolne i zakrapiane imprezy swego aparatu. Kto by zresztą chciał przyjeżdżać robić interesy w pogrążonym w smucie kraju? Przy stolikach miast wykwintnych gości bawili się taksówkarze, przechodzone córy Koryntu i esbecy, a rozmach lat 70-ych przeminął bezpowrotnie.

Przyszły lata 90-e, które spotęgował upadek przybytku. Bywalcy poszli w rządy, różnorakie służby, spółki nomenklaturowe i państwowe. Generalnie zajęli się robieniem kasy. Karczma zamieniła się w skansen, który z powodu wystroju z późnego Gierka robił za atrakcję dla żądnych autentycznego komunistycznego slumsu z gównianym jedzeniem i odrażającymi lamperiami upstrzonymi Cepelią.

Aż tu nagle minęła pierwsza dekada XXI wieku i znów komuś zagrała w sercu nuta nostalgii, więc postanowił przywrócić miejscu dawną świetność. I znów wszystko zaczęło się kręcić jak za starych dobrych lat. Wysokie rachunki odstręczały plebs przed przypadkową wizytą, doskonała kuchnia i wykwintne alkohole zapewniały doskonały nastrój gości, a do mieszkania piętro wyżej znów zaczął przychodzić samotny pan by po zamknięciu stalowych, opatrzonych w liczne rygle drzwi, przysłuchiwać się toczonym przy stolikach rozmowom.

Kto nie wierzy, niech przejdzie się na Gagarina róg Czerniakowskiej i zapuka w zimną stal. Jednak nie liczyłbym na to, że ktoś mu otworzy.

Panującą tam ciszę zakłóca jedynie ledwie słyszalny szum serwerów. Ktoś chyba się śpieszył i zapomniał je wyłączyć…

Daj papu Papa, no daj…

by Rafał Otoka-Frąckiwicz (minimal)

Od jakiegoś czasu nie śledzę mediów ale z tym większa siła przebijają sie do mnie co wieksze imprezy dla ludożerki. Ostatnia w której ludzie mający głeboko w poważaniu to co robił i mówił JP2 produkowali sie gdzie mogli żeby zarobić troche złota – „ej dajmy coś o papieżu, to sie zawsze super sprzedaje a teraz będzie okazja jakich mało – przypominała mi rok 1500 kiedy papież Borgia rzucił okiem w pusty skarbiec i stwierdził, że trzeba zrobić większy melanż który zapełni kasę Watykanu.

I kiedy juz sądziłem, że ominęły mnie ludyczne podniety i masturbowanie sie słowami które mało kto rozumie pojechałem do miejscowej Biedry, a tam przywitał mnie taki oto obrazek.

pppapa

ps. Czytelnicy którzy śledzą tego bloga od dawna wiedza doskonale, że do czasu smierci JP2 nosił nazwę Pies Papieża i dopiero po jego zgonie zamienił się w Pitu Pitu. Przy całym bezeceństwie treści był – tak mi się zdaje – jedną z nielicznych form pisanych spoza hard core KK która szanowała papieża Polaka i toczyła bekę z wszechobecnej mody na antyklerykalizm.

Birkenau 4 Ever

by Rafał Otoka-Frąckiwicz (minimal)

Portal Tomasza Lisa opublikował dziś taka oto propozycję uatrakcyjnienia wystawy w Muzeum Birkenau

Gdyby w barakach słychać było płacz dzieci i wrzaski esesmanów, a w alejkach ujdanie psów. Gdyby w oknach wyświetlano z rzutników twarze więźniów. Gdyby odbudowano wszystkie baraki, a na rampie postawiono cały pociąg, zamiast jednego wagonu. Gdyby zrekonstruowano komorę gazową i wpuszczano ludzi do środka, a potem na chwilę zatrzaskiwano za nimi drzwi. Wtedy nikt nie robiłby sobie żartów, nie jadłby i nie pozował do głupawych zdjęć. Cel byłby osiągnięty. To miejsce znów przerażałoby jak powinno.

Moim skromnym zdaniem autor nie wspiął sie na odpowiedni dla tego pomysłu pułap. Jak szaleć to na całego. W odrestaurowanej komorze gazowej proponuję puszczać hel, a w bloku śmierci urządzić Zamek Strachów. Turyści jadący kolejką klepani powinni być w ciemnościach przez ręce szkieletów i waleni po łbach esesmańskimi pałami.

Co noc zaś należy organizować imprezy typu światło i dźwięk w trakcie których lasery naparzac będą do hologramów uciekających więźniów w rytm piosenki Rudolf Hess zespołu Honor, a w bloku cygańskim nie powinno zabraknąć miejsca dla fan klubu Bracia Figo Fagot.

Przy wejściu do obozu należy także wywiesić wielki baner z Adolfem i dymkiem „Sorry Bitch”.

sorryb

Polska. Nowe otwarcie?

by Rafał Otoka-Frąckiwicz (minimal)

roz

Władimir Putin to nie dzieciak, który dostał napadu szału w sklepie z zabawkami. To wyrachowany, cyniczny polityk, który wykorzystuje odwrót USA od Europy, by poszerzyć strefę swoich wpływów. Biorąc pod uwagę sankcje, które europejscy przywódcy postanowili na dzisiejszym posiedzeniu rady UE nałożyć na Rosję, to nie Putin, ale Zachód stracił kontakt z rzeczywistością. – Aleksandra Rybińska

W sumie jak na razie uznać należy całą sytuację za pozytywną dla Polski. Linia zaborów nie przedzieliła nas tylko poszła dalej na wschód.

Imperium niemieckie dostaje zachodnią Ukrainę, Rosjanie zgarniają to co i tak jest ich. Cieszyć powinno przebudzenie się Jankesów którzy przysyłają swoje wojska do Polski i tutaj piłka jest po naszej stronie by zostali jak najdłużej, zbudowali bazy i postawili wreszcie system obrony przeciwrakietowej. Jeśli tak się stanie „Kolejne 100 Lat” Friedmana ma szansę na realizację. Tak to wygląda na dziś. Co będzie jutro czas pokaże.

Niezależnie od wszystkiego zachodnia Ukraina zostaje wciąż sporym problemem. Jej „europeizacja” może przynieść kolejne niepokoje. Idąc jednak dalej tropem analizy Friedmana umacniająca się Polska mogłaby stać się metropolią dla Europy wschodniej i przyciągać na swoja orbitę słabsze państwa.

Taktyczny i ekonomiczny sojusz z Turcją mógłby w pewnym momencie być doskonałym elementem wzmocnienia naszej pozycji w stosunku do Niemiec i Rosji, a kto wie może i wyjścia z pogrążającej się w chaosie UE oraz wkroczenia na własną ścieżkę rozwoju.

Z czym do ludzi wschodu?

by Rafał Otoka-Frąckiwicz (minimal)

Uwaga rasizm i faszizm: Zobaczcie z jakim azjatyckim dzikim ludem mamy do czynienia. Niczym w Afryce gdzie do wioski wraca zbuntowana część plemienia a szaman odprawia nad nią egzorcyzmy po czym wsie na kolanach odbywają rytuał oczyszczenia. I te tumany z rządu uważają że mogą się z nimi dogadać skoro nie potrafią dogadać się z Ruskimi bo kompletnie nie rozumieją z kim maja do czynienia?

To nie jest zdegenerowana Europa bojąca się zabić przypadkiem żaby więc produkuje milionami przejścia dla nich pod drogami wydając na nie gruby hajs. Ruscy to są wojownicy którzy wydadzą kasę na złote klamki, kawior i wódkę. Nie dlatego że są prymitywni.

Oni są intelektualnie niezwykle wyrafinowani tyle, że za wiele razy w dupę dostali żeby przejmować się żabami. Proste zasady, zero przejmowania się życiem, dobra zabawa, a że do tego potrzeba pieniędzy więc prowadzą wojny, okupują kraje, produkują satelickie marionetki dzięki czemu żyją. Jedni jak paniska innym wystarcza gorzała i smalec, a każdy da się pociachać za Matkę Rosję.

A my startujemy do nich z pozycji parobka Europy, który oficjalnie informuje, że patriotyzm to jakaś bajda i trzeba go wyplenić by stać sie oddanym niewolnikiem snu „europejczyka”, który zgadza sie na karierę pariasa zamieniając swój własny kraj w montownię telewizorów i rezerwuar taniej siły roboczej dla bogatego zachodu. Jedziemy do nich pod obcą flagą reprezentując interesy obcych państw i takiemu Sikorskiemu czy Tuskowi wydaje się, że mogą z Ruskimi rozmawiać jak równy z równym. No przecież Putin słysząc to mało nie umarł ze śmiechu i nie udławił sie pop-cornem.

Nie wspominając o JarKaczu który straszy ich sankcjami zapominając chyba co jak skończył jego brat. Czniać zdrowie JarKacza niech sobie leci gdzie chce, ale o ile ględzenie Tuska Putin puszcza sobie koło uszu to w przypadku Kaczyńskiego wie że jeśli ten typ dojdzie do władzy to znów trzeba będzie zrobić jakiś Smoleńsk. No i nie ma siły żeby na to pozwolił.

Z drugiej strony zachodni gangsterzy też nie mogą tego zrobić, więc jeśli jesteśmy kondominium jak sam JArKacz mówi, to ni cholery nie pozwolą swoim służbom i mediom na dojście tego gościa do władzy. A zważywszy że PiS jest jedyną propolską partią która bez przewrotu może przejąć władzę to my tu sie nigdy nie doczekamy władzy która postawiłaby ten kraj na nogi.

No ale jeśli tą jedyną partią kierują goście którzy wolą iść na kolejne powstanie i złożyć w ofierze całopalnej naród miast zbudować wolne, bogate państwo które nie wpieprza się w życie obywateli czy to fiskalnie czy obyczajowo to może faktycznie lepiej, żeby PiS nie dochodził do władzy a rządzili nami dalej złodzieje? Tylko czy my mamy na tyle żywności dla tej bandy żeby dawać jej żerować w nieskończoność?

Głupcy

by Rafał Otoka-Frąckiwicz (minimal)

glupi

Kuriozalny ciągnący sie jak guma tekst który zawiera trzy trzymające sie kupy akapity, a i te wołają o pomstę do nieba.

„Myśmy byli oderwani od realnych ludzkich problemów. Z naszego punktu widzenia w tej całej rewolucji chodziło przecież o wolność. Na przykład problemy z cenzurą w Peerelu. Kto je miał? Dla 97 procent Polaków to w ogóle nie była żadna uciążliwość. A dla nas odwrotnie”.

Wzruszające nie? Jak wyjść z burdelu jaki zgotowali nam Król i jego ziomki? Odpowiedź zdaniem Króla jest prosta i niezmienna od ponad 20 lat. Walcząc z pospólstwem wierzącym w gusła, wolny rynek i mającym poczucie narodowej tożsamości.

„Pegeery rozwiązano w 1991 roku jednym pociągnięciem pióra. Kilkaset tysięcy ludzi z dnia na dzień zostało na lodzie. Kiedyś to będzie podręcznikowy przykład, jak nie powinno się robić reform po trupach. Ale to możemy wiedzieć dzisiaj. A wtedy żeśmy zbiorowo lewitowali na poziomie pewnej fikcji, która zresztą została odziedziczona po literaturze opozycyjnej”.

Już wtedy cała masa ludzi wiedziała jak to się skończy. Nazywano ich oszołomami i żądnymi krwi nacjonalistami.

„Gdyby nie przyszła II wojna światowa, to w 1940 roku odbyłyby się w Polsce wybory do Sejmu. I wie pan, kto miał kandydować? Młodzi ludzie o nazwiskach Kisielewski, Stomma, Giedroyc, Turowicz i Bocheński. Gdyby nie Hitler, to ci młodzi ludzie przejęliby władzę i zmienili Polskę. Byłaby bardziej sprawiedliwa, bez gett ławkowych i z reformą rolną”.

Z jednej strony logiczne, z drugiej paradne bo znając przedwojenne poglądy wymienionych, taki Giedroyc dla przykładu dziś robiłby w GazoWni za klasycznego naziola i antysemitę.

Przerażający materiał który pokazuje jakimi pustymi łbami są ojcowie Bękarta Okrągłego Stołu. To nie mogło się udać. Niestety nikt ich nie zastrzelił przed złożeniem jaj. [m]

Marcin Król: Byliśmy głupcami

Ubój rytualny bez tajemnic

by Rafał Otoka-Frąckiwicz (minimal)

Quick image post

by Rafał Otoka-Frąckiwicz (minimal)

Radwańska znów jątrzy. Chyba tylko ślepy nie widzi, że pływa na fladze UE z której spłyneły gwiazdki.